Niealimentacja w Polsce

Niealimentacja w Polsce jest przestępstwem. Kodeks karny przewiduje odpowiedzialność za uchylanie się od wykonania obowiązku alimentacyjnego określonego co do wysokości, gdy zaległość osiąga co najmniej równowartość 3 świadczeń okresowych albo opóźnienie zaległego świadczenia nieokresowego wynosi co najmniej 3 miesiące. Polski system prawny traktuje więc niepłacenie alimentów nie jako drobny konflikt między dorosłymi, ale jako czyn naruszający prawa osoby uprawnionej do utrzymania.

Dane, które przeanalizowaliśmy, pokazują skalę i strukturę tego zjawiska. W latach 2018–2020 wśród dorosłych prawomocnie skazanych za niealimentację 95,41% stanowili mężczyźni, a 4,59% kobiety. W liczbach bezwzględnych to 121 832 mężczyzn i 5 857 kobiet. Sam ten rozkład pokazuje, że problem ma wyraźny wymiar płciowy i nie jest marginesem, tylko realnym zjawiskiem społecznym.

Niealimentacja jest również formą przemocy ekonomicznej wobec dziecka albo innej osoby uprawnionej do alimentacji. Tak właśnie ujmowali ten problem także eksperci związani z Rzecznikiem Praw Obywatelskich i środowiskiem zajmującym się przeciwdziałaniem przemocy. Alimenty są środkami przeznaczonymi na zaspokojenie potrzeb dziecka i podnoszenie jego poziomu życia, a uchylanie się od ich płacenia uderza w bezpieczeństwo ekonomiczne osób najsłabszych.

Skutki niepłacenia alimentów są bardzo konkretne. To nie są abstrakcyjne liczby. To jest brak pieniędzy na jedzenie, ubrania, leki, szkołę, dojazdy, mieszkanie, rehabilitację, zajęcia dodatkowe i codzienne funkcjonowanie. Raporty RPO i ekspertów wskazywały, że problem niepłacenia alimentów dotyczy około 1 miliona dzieci w Polsce, a skuteczność egzekucji komorniczej przez lata była bardzo niska. To oznacza, że ciężar utrzymania dziecka często spada niemal w całości na jednego rodzica albo na system wsparcia publicznego.

Wokół obowiązku alimentacyjnego urosło też wiele nieprawdziwych i krzywdzących mitów. Jednym z nich jest myślenie, że alimenty to pieniądze „dla byłej partnerki” albo „dla byłego partnera”. Nie. Alimenty są na dziecko albo na inną osobę uprawnioną. Innym mitem jest przekonanie, że obowiązek alimentacyjny kończy się automatycznie z chwilą osiągnięcia pełnoletności. Tak nie jest. Co do zasady trwa on tak długo, jak długo dziecko nie jest w stanie utrzymać się samodzielnie. W pewnych sytuacjach może więc trwać dłużej, a przy znacznym stopniu niepełnosprawności alimenty mogą przysługiwać bez względu na wiek.

Trzeba jednak równie jasno powiedzieć coś jeszcze.

Obowiązek alimentacyjny nie jest co do zasady obowiązkiem bezterminowym i nieograniczonym. Polskie prawo nie wiąże go automatycznie z konkretnym wiekiem dziecka, ale z jego zdolnością do samodzielnego utrzymania się. Jednocześnie rodzic może w określonych przypadkach domagać się uchylenia albo zmiany tego obowiązku, zwłaszcza wobec pełnoletniego dziecka, gdy spełnione są ustawowe przesłanki (gdy uprawniony do alimentacji jest w stanie utrzymać się samodzielnie).

Kiedy rodzice są razem i wspólnie wychowują dziecko, finansowanie jego potrzeb zwykle jest postrzegane jako oczywista część życia rodzinnego i inwestycja w rozwój dziecka. Po rozstaniu dużo częściej pojawia się spór o koszty, ich zakres i odpowiedzialność za ich ponoszenie. W praktyce właśnie wtedy część zobowiązanych zaczyna traktować udział w utrzymaniu dziecka nie jak naturalny obowiązek rodzicielski, lecz jak ciężar, który trzeba ograniczyć do minimum. To nie jest teza „o wszystkich”, ale taki kierunek widać zarówno w praktyce spraw alimentacyjnych, jak i w raportach opisujących społeczną tolerancję dla unikania płacenia alimentów oraz ukrywania dochodów czy majątku.

Często powtarza się też argument: „nie chcę płacić, bo drugi rodzic i tak wyda te pieniądze na siebie”. To jest błędne myślenie. Nawet jeśli między rodzicami istnieje brak zaufania albo konflikt, nie zwalnia to żadnego z nich z obowiązku wobec dziecka. Alimenty mają służyć zaspokajaniu usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego, a zakres świadczenia zależy od tych potrzeb i od możliwości zarobkowych oraz majątkowych osoby zobowiązanej. Ewentualne zastrzeżenia co do sposobu gospodarowania budżetem domowym przez drugiego rodzica są odrębnym problemem i nie mogą usprawiedliwiać niealimentacji.

Niealimentacja nie jest „sprytem”, „zemstą po rozstaniu” ani „konfliktem dorosłych”. Jest uderzeniem w dziecko albo inną osobę, która nie jest w stanie utrzymać się sama. I właśnie dlatego trzeba o niej mówić wprost: to przemoc ekonomiczna, która godzi w najsłabszych i odbiera im bezpieczeństwo.

You may also like