Blog Beaty (biegła, dobiegła, może być dumna)

Trzeba przyznać, że sama siebie zaskoczyłam – biegło się świetnie, pogoda była wspaniała a doping rodziny i Berlińczyków bardzo gorący. Tak, udało się bez większych problemów dobiec w 5 godzin 59 minut i 4 sekundy. Niezły czas jak na amatorkę. I pierwszy maraton.  Byłam zadowolona, że udało mi się pobiec w mniej niż 6 godzin.
 

 

Maraton był świetnie zorganizowany i pogoda naprawdę dopisała – ok. 18 stopni i słonce. Trasa przebiegała przez wschodni i zachodni Berlin, niedaleko wielu zabytków. Na ulicach mnóstwo zwykłych Berlińczyków i rodzin biegaczy z całego świata dopingujących wszystkich. Każdy z biegaczy miał wydrukowane swoje imię na numerach startowych, wiec wiele razy słyszałam swoje imię wraz z dopingiem, żeby dalej i szybciej. Pomogło tez wsparcie rodziny – umówiliśmy się dzień wcześniej, że będziemy się próbowali znaleźć co 5-6km, żebym mogła zjeść specjalnie na tą okazję zakupione wysokoenergetyczne batoniki. Udało się nam spotkać w każdym wyznaczonym punkcie na trasie i dzięki temu biegło się lżej. Zamiast myśleć o kolejnych 30-35 km do przebiegnięcia, myślałam tylko o następnych 5 do spotkania.  Pomogło to bardzo dotrzeć do celu.

Najbardziej niesamowite przeżycie to przebiegniecie pod Bramą Brandenburską tuż przed metą z tysiącami widzów dopingujących biegaczy – tego uczucia nigdy nie zapomnę! Ten doping niósł wszystkich finiszujących i nawet jeśli nóg się już nie czuło, to i tak wszyscy przyspieszali na końcowym kilometrze.

A za metą… niesamowita ulga. I uczucie, że się osiągnęło coś naprawdę szczególnego. Wiele biegaczy po finiszu płacze z wykończenia fizycznego i psychicznego. I muszę przyznać, że mi również się zbierało na parę łez. Po wielu miesiącach treningów i biegania niezależnie od pogody, samopoczucia i nawału obowiązków, nie chciało mi się wierzyć, że już po wszystkim. Byłam niesamowicie zaskoczona, jak wiele osób śledziło mnie na żywo na stronie internetowej i dopingowało przez smsy i facebooka. Dziękuję Babie za niesamowite wsparcie przed i po biegu. Aż mi się wierzyć nie chce, że to juz prawie miesiąc po maratonie. Zostały świetne wspomnienia i medal.

A wszyscy Ci, którzy się dorzucili na rzecz Baby, przyczynili się do uzbierania ponad 3000 złotych – niesamowite osiągniecie!

Dziękuję wszystkim za doping i trzymanie kciuków. Zachęcam ciepło do wspierania działalności Baby i biegania. Do zobaczenia na następnym wyścigu!

Beata

PS Byłam wdzięczna za poniedziałek i wtorek po maratonie wolne od pracy – spędziłam te 2 dni w łóżku, przykładając lód do spuchniętej kostki, która była dzielna w czasie maratonu, ale się po powrocie do domu poddała. Kilka dni później wszystko juz było ok.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.