Od matki oczekuje się dziś rzeczy sprzecznych. Ma być czuła, ale nie „przewrażliwiona”. Ma być zawsze obecna, ale szybko wrócić do pracy. Ma karmić, wstawać w nocy, pamiętać o szczepieniach, lekarzach, ubraniach, obiadach, emocjach dziecka i jeszcze wyglądać tak, jakby poród, połóg i bezsenność były tylko drobną niedogodnością. Ma być wdzięczna, bo „przecież ma dziecko”. Ma nie narzekać, bo „inne mają gorzej”. Ma prosić o pomoc, ale nie za często, żeby nie usłyszeć, że sobie nie radzi.
Problem polega na tym, że macierzyństwo bywa przedstawiane jak naturalny stan niekończącej się cierpliwości. Tymczasem kobieta po porodzie nie przestaje być człowiekiem. Ma ciało, które się goi. Ma psychikę, która może być przeciążona. Ma prawo do lęku, zmęczenia, złości, smutku, ambiwalencji i poczucia utraty dawnego życia. To nie oznacza, że jest złą matką. To oznacza, że jest człowiekiem postawionym wobec ogromnego wysiłku biologicznego, emocjonalnego i społecznego.
Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że około 13 procent kobiet po porodzie doświadcza zaburzeń psychicznych, najczęściej depresji. W krajach rozwijających się ten odsetek jest jeszcze wyższy. WHO podkreśla też, że nieleczone cierpienie psychiczne matki może wpływać nie tylko na nią, ale również na rozwój dziecka i funkcjonowanie całej rodziny. To ważne, bo depresja poporodowa nie jest „humorem”, „fanaberią” ani „niewdzięcznością”. Jest realnym problemem zdrowotnym.
Podobnie jest z wypaleniem rodzicielskim. Badania międzynarodowe pokazują, że dotyka ono części rodziców na całym świecie, a jego objawy to wyczerpanie rolą rodzica, emocjonalne dystansowanie się od dziecka, utrata radości z rodzicielstwa i poczucie, że nie jest się już takim rodzicem, jakim chciało się być. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę opisuje wypalenie rodzicielskie właśnie jako stan przeciążenia, w którym rodzicowi zaczyna brakować siły na reagowanie, opiekę, rozmowę i bliskość.
Do tego dochodzi niewidzialna praca matek. Praca domowa, opiekuńcza, organizacyjna i emocjonalna często nie ma pensji, urlopu ani końca dnia pracy. Dane i opracowania GUS dotyczące nieodpłatnej pracy domowej pokazują, że kobiety nadal wykonują jej więcej niż mężczyźni. To nie jest drobiazg. To są godziny życia, odpowiedzialności i wysiłku, które w statystykach domowych bywają traktowane jak „nic”, bo przecież „samo się robi”.
Dlatego opowieść o matce idealnej jest nie tylko fałszywa, ale też szkodliwa. Bo jeśli matka ma być idealna, to każda realna kobieta wcześniej czy później poczuje się winna. Winna, że jest zmęczona. Winna, że chce spać. Winna, że tęskni za ciszą. Winna, że czasem nie ma siły się bawić. Winna, że chciałaby przez chwilę nie być potrzebna nikomu.
A przecież dobra matka nie musi być perfekcyjna. Dziecko nie potrzebuje matki bez granic, bez snu, bez odpoczynku i bez prawa do własnych emocji. Potrzebuje bezpiecznej relacji, stabilności, troski i dorosłych, którzy widzą także potrzeby tej kobiety, która opiekuje się dzieckiem.
Jeżeli chcemy naprawdę wspierać dzieci, musimy przestać udawać, że matka wytrzyma wszystko. Nie wytrzyma. Nikt nie wytrzyma wszystkiego. Dlatego zamiast pytać kobietę po porodzie, czy „już wróciła do formy”, lepiej zapytać, czy spała. Zamiast oceniać, czy karmi tak, jak „powinna”, lepiej zapytać, czy ktoś ją odciąża. Zamiast mówić „ciesz się, masz dziecko”, lepiej powiedzieć: „masz prawo być zmęczona i nie musisz być z tym sama”.
Matka idealna nie istnieje. Istnieją kobiety, które kochają swoje dzieci i jednocześnie potrzebują pomocy, odpoczynku, leczenia, szacunku i zrozumienia. I to nie jest słabość macierzyństwa. To jest jego prawdziwy, ludzki wymiar.

